Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 maja 2014

Zakupy kosmetyczno-ubraniowo-jedzeniowo-elektroniczne :)

Witam Was w kolejnej notce o zakupach! Z góry przepraszam, że jakość niektórych zdjęć jest kiepska, taki mój aparat i moja ręka ;) Aby nie przedłużać przedstawię Wam co udało mi się kupić (lub dostać) w ostatnim czasie.


Zacznę od kilku podarunków z Japonii, ponieważ część rodziny leciała, więc coś przywiozła. Powyżej bardzo dobre i oryginalne czekoladki z Soka University. Widać nawet na niektórych nazwę ;)
Kit-Katy o bardzo oryginalnych smakach: machy z sakurą, truskawkowym i zielonej herbaty macha. Najlepsze te ostanie. Uwielbiam słodycze z zielonej herbaty macha.
To sa takie jakby pianki słodkie. Tez o smaku sakury :) Tak w ogóle to tak, kwiaty sakury się je :) Marynowane, słone, takie w occie. Z tego co wiem to różne kwiaty można jeść :)
Po lewej kasztany! W skorupkach, należało rozłupać skorupkę a w środku był piękny, średnio-pyszny kasztan :D A obok herbata. Nie wiem co robi na zdjęciu :P
A tu świetna rzecz. Perfum w kremie. Ale co ciekawe, tego perfumu używają Maiko (dziewczyny, które zdały egzamin na maiko mogą zostać Geishą po 5 latach, czy kiedy naucza sie wszystkiego) :) Zapach jest bardzo oryginalny, aż można poczuć Japonię. Zakupiony w Kioto, więc egzemplarz cenny :)
Podkład, ktory pewnie w Polsce jest powszechnie znany. SPF 20, ogólnie bardzo fajny, bo wcale nie widać, że mam coś na twarzy.
Zmywacz do paznokci. Bardzo duża butla za niecałe $3. To jest bodajże marka Targetu.
Żel pod prysznic. Również z Targetu. O wiele lepszy niż ten poprzedni. Przede wszystkim  ma niesamowity zapach!
Jeden zakup elektroniczny. Świetna prostownica. Prostuje moje włosy za jednym pociągnięciem. Jak na amerykańskie realia była w miarę tania. Z reszta najtańsze widziałam własnie w Targecie :) Taka szybka ciekawostka. Niedawno w Targecie hakerzy ukradli dane kredytowe z kart klientów. Nie wiem na jaką skalę, wiem, że w moich okolicach. Teraz pewnie sklep jest podwójnie ostrożny!
Na koniec zakupy ciuchowe. Te zdjęcia mogą być gorszej jakości. Nie pamiętam gdzie kupiłam powyższa bluzkę. To jest przód. Z tyłu ma dosyć pokaźne wycięcie :)
Reszta ciuchów została zakupiona w charlotte russe. Sklep fajny a cenami nie zabijają :)
Totalne szaleństwo z mojej strony. Ja ogólnie preferuje kolory ciemne, czarne, szare i niebieskie, ale widzę, że takie malinowe odcienie tez troszkę mnie przyciągają. TAk jak ta bluzka, chociaż ona jest stłumiona tym białym kolorem.
Sukienka. Bardzo dobrze trzyma sie bez ramiączek :) W ogóle zauważyłam, że mnóstwo jest tego typu wzorów w sklepach. Chyba taka moda nastała :)
Kolejna sukienka. Tym razem bardzo długa, aż do ziemi :) Do zdjęcia musiałam ja złożyć :) Podoba mi sie, bo jest długa (a ja jestem bardzo wysoka i taka sukienka nawet mi sie marzyła jakiś czas) i jest przewiewna, ma delikatny, cienki materiał, wiec na upały jak najbardziej :)
I ostatni zakup, sweterek. Ma dłuższy przód, więc można go zawiązać w talii :) Bardzo wygodny, ma długie rękawy. Ja ogólnie mam  problem z kupowaniem czegokolwiek, np. większość sukienek jest mi za krótka, brakuje dosłownie 10 cm, aby zakryć co trzeba, to samo jest ze spodniami i rękawami przy bluzkach z długim rękawem. Na szczęście teraz jest taki wybór, że zawsze coś mogę znaleźć. 

To wszystko na dzisiaj, pozdrawiam!

czwartek, 13 lutego 2014

Zakupy spożywczo - kosmetyczne - akcesoriowe :)

Tak sobie myślę, temat trochę dziwnie brzmi, no ale wszyscy wiemy o co chodzi :)
Dzisiaj chciałabym podzielić się z wami kilkoma produktami, które kupiłam tu w stanach. Niektóre produkty mogą być łatwo dostępne w Polsce, kupiłam je dlatego, że nie chciałam od początku eksperymentować, a kupić coś co znam i co wiem, że nie wyszkodzi mi krzywdy na skórze. Zamieszczę kilka zdjęć wybranych produktów, które kupiłam do tej pory (duża ich część została dawno zjedzona :))


Balsamy do ciała ze sklepy Bath & Body Works. Szukałam jakiegoś tutejszego kremu, który skutecznie nawilży moja skórę i jej nie podrażni, gdyż jest bardzo sucha. Jestem bardzo zadowolona z tych kremów. Są delikatne, pięknie pachną (zapach utrzymuje się bardzo długo, nawet po kilkukrotnym umyciu rąk!), są wydajne i przede wszystkim szybko się wchłaniają, i po użyciu nie pozostaje uczucie tego kremu np. na dłoniach. Jest ogromny wybór zapachowy. Sklep oferuje również płyny do kąpieli, zele pod prysznic, perfumy, mgiełki, świeczki, itp. Można zrobić dobry zakup na wyprzedaży poświątecznej itp. Spodziewam sie tez czegoś po walentynkach, mam jeszcze kupon do wykorzystanie. Kupuje jeden produkt drugi wybieram za darmo. Jestem bardzo zadowolona i również polecam.
Dodam jeszcze, że krem 236 ml jak i płyn do kąpieli lub żel kosztują $12,50 bez taxu. Myślę, że nie jest tragicznie jeśli chodzi o dobra pielęgnacje skóry tym bardziej, że jest wydajny. W Polsce tez kupowałam kremy lepsze ze średniej półki cenowej.
Komplet błyszczyków kupiony w Costco. Myślę, ze to też dobry zakup. Jeden kosztuje ok $4, kupuje sie je w zestawie. Do wyboru ten zestaw kolorów oraz kolory "nude" czyli bardziej "cielesne". Osobiście wole ten zestać. Błyszczyki są wodne, nie kleją się, kolor jest widoczny, ale nie jest ostry. Różowy i brązowy od lewej nadają sie na co dzień za to pozostałe na wyjście gdyz ten kolor jest juz bardziej widoczny na ustach, ale tak jak mówię nie jest przesadny i nie nienaturalny. Jestem zadowolona, gdyż myślę, że nie sa to drogie kosmetyki a są dobre. Wychodzę z założenia, że aby kupić dobry kosmetyk trzeba zapłacić więcej, ale niekoniecznie musi tak być. Mój pierwszy błyszczyk kupiony tu w Stanach  marki "wet n wild" to była totalna porażka. ok. $1.5. Zgubiła mnie cena. Błyszczyk od razu dosłownie wżerał się w usta, a potem nie dało sie go zdjąć, usta piekły i bolały. Później odkryłam "made in china" czego więc sie spodziewać. Zatem uważajcie na kuszące niskie ceny.
NA tym zdjęciu widać ten niefortunny błyszczyk (drugi od lewej). Sa tu kosmetyki, które kupiłam po przyjeździe. Od lewej pomadka, krem do ust. Nawilża, łagodzi a do tego jest z mięta, więc przyjemnie chłodzi, kupiony w japńskim sklepie zapewne (dostałam go od teściowej). Później błyszczyk o którym pisałam, następnie krem do twarzy Neutrogena, delikatny jednak ostatnio nie chcę mi sie dobrze wchłaniac, ale myślę, że problem tkwi w mojej skórze (po diamentowym ścieraniu naskórka kremy momentalnie znikały a juz troche czasu od tego zabiegu minęło, ale to moze w innej notce), kulka pod pachy z Trader Joe's. Bezzapachowy. I balsam do ciała, który sprawdził sie niestety tylko na dłoniach, resztę ciała podrażnia, szczególnie nogi, ale wiadomo, każdy ma inna skórę.
Szampon do włosów Dove wszyscy znają, ja go uwielbiam. Obok żel pod prysznik. Oba produkty kosztowały mnie ok. $10. Wybierałam najtanszy zel pod prysznic z największa pojemnością, i mimo że był najtańszy jaki w "Target" spotkałam jest bardzo dobry. Na opakowaniu pisze "compare to Dove" Czyli możliwe, że wiele sie nie rózni od żelów pod prysznic Dove, które były droższe. 
Po lewej plastry grzejące. Wcześniej nie miałam takich a używałam jedynie termosów. Fajnie rozwiązanie, kupione bodajże w japońskim sklepie Daiso. Długo grzeją i są baaardzo przydatne.
Maska do twarzy. Prawdę mówiąc spodziewałam się papki, która nałoże na twarz, ona mi zaschnie i ja zdejmę, ale w środku był jakby wacik z wyciętymi oczami i ustami, które zupełnie nie pasowały do mojego układu twarzy. Bardzo jest maska nasączona i cała woda po mnie spływała. TAk skóra była odżywiona, ale ja nie lubie takiej formy.

Tutaj szaleństwo. Oryginalne perfumy DOT Marc Jacobs (projektant mody). Nigdy nie miałam oryginalnych perfum, zawsze zadowalałam się jakimis wodami, które szybko sie ulatniały, mimo że pachniały super (Sunflowers Elizabeth Arden mój ulubiony zapach, jednak własnie szkoda, ze szybko znikał, ale i tak był trwalszy od innych. Zawsze kupowałam na promocji w rossmanie za 30 zł, 30 ml. Chyba nie jest źle). Perfum DOT ma 100ml. Kupiłam go korzystając z karty podarunkowej. Zapach jest delikatny, okreslany jako płaski, ale mi sie podoba, nie jest za ostry wiec moge go używać wszędzie. Do perfumu dostałam kosmetyczkę (kupując np. przez internet jej nie dostaniecie), która jest bardzo fajna. Nie za duża a idealna na moje kosmetyki, łatwo można w niej coś znależć a drogne rzeczy nie uciekną w zakamarki. Jeszcze wrócę do perfum, czyż flakonik nie jest uroczy? :)

Jeszcze jedna moja uwaga. Rozumiem, że w sklepach kosmetycznych podchodzi pracownik, opisuje produkt i podaje pronmocje itd. ale bardzo irytuje mnie to, że każdy produkt jest dla pracownika "fantastyczny", on "uwielbia ten zapach" i w ogóle jest cudowny. Chcą zdobyc klienta, no ale bez przesady. W Polsce jeszcze spotykałam sie z negatywnymi albo neutralnymi opiniami pracownika co szanuję. 

Za poradą jednego z użytkowników forum wybrałam się do Big Lots w poszukiwaniu Polskiego jedzenia i co znalazłam? Sałatkę ogórkową, rózne surówki i pikle. Smakuja jak Polskie, łatwo dostepne i blisko, więc ciesze się, że mogę łatwo kupić coś polskiego jak zatęsknię. Spodziewałam sie tylko sałatek, ale trafiłam na Polski dżem. Co ciekawe na opakowaniu nie ma amerykańskiego dystrybutora, pomimo angielskiej nalepki produkt jest prosto z Polski.

Wiem, wiem, chipsy to zło, ale ja nie mogłam sie powstrzymać od spórbowania tortilla chips, których nigdy nie jadłam no a trzeba sie otwierać na amerykańskie produkty. Jednak nie podam wam opinii, bo jeszcze leżą nieotwarte (czekam na weekend konsumpcyjny z mężem ;)). Te drugie to nie mój wybór. Spróbuję, ale boje sie ogromu składników jakie w nich są. (W tortilla w składzie są: biała kukurydza, olej, sól. Bez glutenowe, bez tłuszczów trans).

Wiem, wiem kolejne zło kupiowe w Ralph's. Mój wybór: babeczki z kremem. Dobry krem (lepiej zeby był jednak schłodzony , ale można go trzymać poza lodówką), babeczka miękka, nie krucha (jak juz poprzednio pisalam tu duzo wyrobów cukierniczych jest miękkie). Ogólnie ok, ale bardzo kaloryczne i podejrzewam, że skład nie jest super naturalny. Zółtke ciastka to wybór męża. sa dostępne w różnych kolorach, ale smakowo sie nie różnią. Dobre raz na jakiś czas, jak dla mnie trochę przesłodzone, zadowolę sie jednym ciachem kiedy na prawdę potrzebuje dostarczyć dużo cukru ;)

Okulary za $10. Sa wygodne i pasuja do mojej twarzy. Długo szukałam dobrych dla siebie, nie pamiętam jak sklep sie nazwywał, ale był w Irvine Spectrum, sklep z bizuteria, dodatkami, duża ilośc kryształków swarovskiego.
Zestaw kolczyków i naszyjnik tez były kupione w zestawie "kup 2 weź 2 za free", albo "$5 za dwa", nie pamiętam które to było, ale opłacało sie kupić :) 
Na koniec darmowy miesięcznik, który zawsze chwytam po zakupach w Mitsuwa. Co prawda przeważają reklamy, ale mozna trafić na ciekawe japońskie przepisy, bądź artykuły, np. wywiady z osobami, które przeprowadziły sie do Japonii i mieszkają tam kilka lat bądź miesięcy.

Notka wyszła dosyć obszerna, mam nadzieję, że sie podobalo.
Pozdrawiam!

Edycja: Jeszcze jedna rzecz, o której chciałam tutaj wspomnieć odnosnie jedzenia. Ostatnio w Costco kupiłam masło orzechowe, ale to naturalne gdzie w składzie sa tylko orzechy i sól i powiem wam, ze jest to rewelacja, szczególnie z bułką :) Polecam naturalne masło orzechowe!

wtorek, 14 stycznia 2014

Spóźniony nowy rok - po Japońsku!

Cześć!
Dzisiaj opiszę wam jak wyglądał mój Nowy Rok. W związku z tym, że mieszkam z moją nową Japońską rodziną myślę, że warto się z wami podzielić odmiennymi tradycjami jakie panują w japońskiej kulturze.

O Bożym Narodzeniu tylko wspomnę, gdyż nie było to święto przez nas celebrowane. W Japonii jest to czas dla przyjaciół i swoich drugich połówek. Choinka, ozdoby, ustrojone sklepy to tylko komercja, nic nieznaczące symbole, które mogą jedynie przystroić otoczenie. Z reszta wszyscy wiemy jak pięknie i kolorowo jest podczas świat, więc warto to wykorzystać ;) Nie mam nic przeciwko temu, że prawie w każdym kraju święta są obchodzone bazując tylko na ozdobach (mam na myśli kraje niechrześcijańskie oczywiście), jest to piękny czas i.... klimatyczny :)

Zdecydowanie inaczej wygląda Nowy Rok. Tak jak dla nas Boże Narodzenie to czas dla rodziny, tak dla Japończyków to własnie Nowy Rok czas spędzania czasu z rodziną. Wieczorem pojechaliśmy na spotkanie związane z religią. Podsumowanie roku, co udało się zrobić i co przyniesie nowy rok. Po późnym powrocie do domu zabrałyśmy się za przygotowywanie potraw. Może nie wydawać się tego dużo ilościowo, ale jest mnóstwo różności dlatego jest to tak czasochłonne. Tradycyjnie raz do roku przygotowuje się mochi. Teraz jest to bardzo łatwe po najcięższą część pracy z mochi wykona maszyna, ale kilkanaście lat temu robiło się to TAK. Kurka, zgubiłam fajny gifek, na którym rzeczywiście widać ile siły panowie wkładają w wyrabianie tego ciasta. Mochi to po po prostu kluski z klejącego ryżu i mąki ryżowej. Bardzo smaczne, ale trzeba uważać, bo jest bardzo klejące i co roku odnotowuje się śmiertelne przypadki zadławienia mochi. Głównie są to starsze osoby. I tak oto poszliśmy wszyscy spać grubo po północy. Na drugi dzień rano z cała rodzina zasiedliśmy do stołu, z szampanem i przygotowanymi dzień wcześniej potrawami. Cały 1 stycznia spędza się rodzinnie.
od góry od lewej pierwsze pudełko: malutkie krewetki, orzechy włoskie, coś w rodzaju daktyli i małe rybki, sardynki? po środku słodkie kostki. Ciężko mi powiedzieć jak to było zrobione, dosyć twarde z pasta anko. obok, kapusta a na niej kawałki ośmiornicy ( to różowe), pamelo, i Japonska rzodkiew, obok cześć słodka jak widac czekoladki i japońskie słodycze, które potem jedliśmy popijają macha - bardzo gorzka, tradycyjna japońska herbata. Pije sie ja przy ceremonii parzenia herbaty. Kobiety chowają w rękawach kimono słodycze :) Jedziemy dalej, niżej obok słodyczy: warzywa, były gotowane z cukrem, sake i różnymi sosami japońskimi typu mirin. Obok: krewetki, kiełbaski, fioletowe ziemniaki pieczone, klopsy i kawałki kurczaka. I ostatnie: fasola czarna, obok dwie słodkie pasty a to biało różowe i poniżej to brązowe to jest ryba tak przygotowana, ze była twarda, tzn. zbita. Mogę to porównać do parówki, zielona i w kawałki jednym :) 

Zupa z mochi i japońską pietruszką. U góry widzimy wyciętą właśnie z tej ryby głowę konia w związku z tym, że w tym roku wg chińskiego kalendarza jest rok konia.

A tu ozdoby noworoczne.

Jest to tylko zarys nowego roku. Każda rodzina pewnie spędza go inaczej i inaczej to wygląda rzeczywiście w Japonii. My świętowaliśmy w domu, gdyż wiadomo otoczenie na zewnątrz jest zupełnie inne.
Pozdrawiam i życzę szczęśliwego nowego roku! :)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Jednostka 731.

Zapewne wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że taki oddział istniał i co działo się na jego terenie. Mogę śmiało stwierdzić, że niektóre rzeczy jakie Japończycy czynili Chińczykom podczas II Wojny Światowej zdają się być dla mnie o wiele bardziej okrutne niż to co działo się w Aushwitz. Sama ten fakt odkryłam stosunkowo niedawno. Oczywiście najlepiej jakby te informacje były zawsze ukryte.
Otóż, Jednostka 731 to japońska jednostka wojskowa. Znajdowała się na terenie Chin. Były tam prowadzone badania chemiczne i biologiczne, ale fakt, że działo się to podczas II Wojny eksperymenty były prowadzone na ludziach. Drastyczne zabiegi, okropne tortury, chińczyk zwany "kłodą" był tylko przedmiotem doświadczalnym. W Japończykach podczas szkoleń były zabijane wszelkie odruchy ludzkie, aby zaczęli myśleć o chińczykach jak o przedmiotach do badań. Wymówka dla nich jest to, że badania były prowadzone dla dobra medycyny. Wyniki tych badań wykupiła Ameryka od Japonii z czego łatwo sie domyślić dlaczego też oba państwa siedzą cicho. Niemniej jednak myślę, ze prawdy z II wojny sa powoli odkrywane i pewne fakty dobiegają do naszych świadomości.
Co mogę więcej powiedzieć na ten temat... Nie chce opisywać tutaj zabiegów medycznych, odsyłam was do innych źródeł. Bardzo mnie ten temat zaintrygował i dosyć sporo o tym czytałam. Również odważyłam sie obejrzeć film pt. Man Behind the Sun, jednak film jest tak drastyczny, że obejrzałam go tylko do pierwszego wątku z pierwszym drastycznym eksperymentem. Później nie wystarczyło mi psychiki i nerwów. Jestem bardzo uczulona na sprawy ludzkie i świadomość, ze tak na prawde sie działo i ludzie byli tak traktowani nie pozwala mi na obejrzenie tej produkcji.

Nie wiem, czy rzeczy jakie działy sie w takich obozach podczas wojny przyczyniły się do postępu medycyny, czy dzięki temu my teraz możemy leczyć się lepiej lub rozumieć pewne choroby, możliwe, że tak jest. Wszyscy przeciez znamy Marka Edelmana, który dał szanse zycia wielu poprzez próby, jednak to już działa na zupełnie innej zasadzie.

środa, 26 czerwca 2013

Traveler :)

Witajcie!
Wczoraj zaszalałam i kupiłam magazyn "Traveler" National geographic. Zaintrygowały mnie artykuły o podróżach za 1500zł. Szczególnie zwróciłam uwagę na.. podróż do Japonii oczywiście ;) Jak widać, można zwiedzić Japonię bardzo za taka niską sumę w 9 dni! Wystarczy wyłapać promocyjny bilet i szybko sie spakować. Jak się okazuje z noclegami tez nie ma problemu. Łatwo jest tez znaleźć zakwaterowanie na couchsurfing.com Ta strona tez jest bardzo interesująca. Gdybym mieszkała w większym mieście pewnie radość sprawiłoby mi dać turyście zakwaterowanie i przy okazji dowiedzieć sie czegoś o jego kraju :)
Do Japonii akurat poleciała kobieta. Zastanowiło mnie, ze taki samotny podróżnik musi mieć bardzo duzo odwagi. Ciekawa jestem czy sama dałabym sobie radę w prawie dwa tygodnie dotrzeć na drugi koniec świata i go zwiedzić. W sumie juz próbowałam sie rzucić za ocean i pewnie musiałabym być na to przygotowana, ale jakoś ten zapał się ulotnił po tej nieszczęsnej odmowie wizy... Może potrzebuje troche czasu, ale nie powiem napłynęła nowa energia po przeczytaniu tego artykułu. Zachęcam do przeczytania :)

Zainteresował mnie również artykuł o Himalaistach. Nie zdawałm sobie sprawy jak trzeba tam walczyc o życie. Decydując się na taka wyprawę trzeba liczyc się ze smiercią. Potrzeba na prawdę ekstremalnego podejścia do życia. Przejawia mi sie straszna wizja na samą myśl o takich wyprawach. Chyba jednak jestem osobą, która życie i bezpieczeństwo stawia na wysokim miejscu. Polecam te dwa watki z tego magazynu.
Czekam na wyniki matur do piątku. Szczerze wakacje już mi się znudziły xD szukam czegoś, mam już pewien pomysł w głowie co robić, ale póki nie dojdzie do skutku to się nie pochwalę ;)
Pogoda mnie strasznie zdołowała. Mój nastrój jest zawsze odzwierciedleniem pogody, wiec wiadomo jaki jest. Parę dni temu 36 stopni a dzisiaj 15! Zwariuję xD No mały wątek do ponarzekania, ale (jak juz wspominałam wcześniej) myślimy pozytywnie! Nie jest to łatwe w takiej strefie klimatycznej (ZAWSZE zwalam na pogodę), ale trzeba próbować ;)

Pozdrawiam!

niedziela, 7 kwietnia 2013

Chindogu

Dzisiaj o czymś dziwacznym, ale za to przydatnym. Chindogu. Japońskie wynalazki. Dla jednych mogą urozmaicić życie, dla drugich mogą być bezużytecznymi śmieciami. Jeśli chodzi o mnie, połowa ze znalezionych wynalazków mogła by być uznana jako użyteczna.
Aby coś mogło być zaliczone jako chindogu nie może być opatentowane, sprzedawane i musi mieć charakter codzienny. Szkoda, że niektórych rzeczy nie można łatwo kupić, bo na prawdę by sie przydały.
Przedstawię kilka śmiesznych, ale moim zdaniem użytecznych wynalazków:
Masło w sztyfcie. Oj to by sie przydało. W koncu pieknie posmarowana kromka :P
Jak widać. Nie marnujemy czasu i chroniąc sie przed deszczem zbieramy deszczówkę. A potem podlejemy nasze kwiatki w domu. Jak oszczędnie i ekologicznie!
I w koncu nie będziemy sie męczyć z zakupami!
Na pewno wygodniejsze niż zakładanie przeciwdeszczowej peleryny ;)
No dobrze, moze nie jest pierwszej przydatności, ale dla singli na pewno wygodna opcja ;)
Cos na zmylenie z tropu ;)

Pomysły ciekawe i zabawne. No i oczywiście - dziwaczne jak to z Japonia bywa.
Więcej bardziej dziwacznych pomysłów można bardzo łatwo znaleźć w internecie :)

środa, 16 stycznia 2013

Po świętach, Sylwester, studniówka, WOŚP...

Dawno nie pisałam. W końcu mam ferie, więc troche czasu znalazłam.
Przerwa świąteczna minęła mi znakomicie! Teraz znowu czeka mnie cięzki czas rozłąki, ale mysle, ze dam rade to przetrwać. Za niedługo matura i musze sie uczyć. Z racji ferii czytam książki do pracy maturalnej. Strasznie się denerwuję. Oby wszystko sie udało zdać! Najgorszy będzie ustny polski i moja praca, której jeszcze nie zaczęłam pisać...

Tatuaż zrobiony! 2 znaki kanji - joonetsu co znaczy pasja. Na łopatce. Tatuazysta był zachwycony moja super widoczna i ruchomą łopatką, że jest wręcz przeznaczona na ten tatuaż :) Teraz wszystko mam juz ładnie zagojone. Jestem mega zadowolona z tatuażu :) I wiecie co? Nawet nie bolalo. Wręcz przyjemnie bylo jak ktoś cos tam po pleckach skubał :D

Sylwester oczywiście udany - do czasu. Byłam jednym z organizatorów. do ok. godz. 1.00 wszyscy dobrze sie bawili niestety imprezę trzeba było zakończyć, a z jakich powodów to juz nie będę wspominała...

Ledwo co odetchnęliśmy po sylwestrze to juz w 1. sobotę stycznia kolejna impreza - 18-stka koleżanki. Cała noc przetańczona. W nastepny piatek juz szłam na studniówkę z kuzynem, na jego studniówkę. Znowu sie wybawiłam. Przed 8.00 rano wróciłam do domu. After party i te sprawy :P Swoja studniówke mam 9 lutego. Mam nadzieję ze tez będzie fajnie :) Ostatnio takie imprezy typu wieczorki jakos bardziej mi sie podobają  W klubie to jednak jeden wielki ścisk.

W poprzednia niedzielę odbył się WOŚP, skrótu chyba nie musze tłumaczyć. Grałam z moim zespołem. U mnie w mieście zawsze sa jakieś koncerty i oczywiście zbieramy datki. Swoje parę złotych wrzuciłam. Człowiekowi robi sie ciepło na sercu jak wie, że chociaż w mały sposób, ale że moze komus pomóc. Było całkiem fajnie :)

Zastanawiam się nad koncertem The Micro Head 4N'S. Jest to j-rockowy zespół. Znacie może? Macie jakieś opinie na ich temat? Będą grali we Wrocławiu, więc jak dla mnie to dosyc blisko. Wybiera sie ktoś? Trochę sie z nimi zapoznam. Póki co nie są tacy źli. Wypadało by ich na jakis j-rockowy koncert, bo po pierwsze to są rzadkie koncerty w Polsce, no a po drugie nie mogę złamac swojej tradycji :) Byłam juz na Dir en Grey'u w Karkowie i na D tez w Krakowie. Niezapomniane chwile.
TUTAJ macie więcej informacji na temat koncertu we Wrocku

A wam jak minął wolny czas?


sobota, 15 grudnia 2012

Święta Bożego Narodzenia :)

Witajcie!
Już za niedługo święta. Ja zawsze bardzo się cieszę na takie okazję. Jest trochę czasu i spokoju, no i zawsze się przygotowuję. Już dzisiaj swoje największe porządki skończyłam. W następnym tygodniu pierniki i reszta :) Z racji tego, że w tym roku to rodzina przyjeżdża do nas to mam trochę więcej do pomagania w kuchni. Ale lubię się trochę zrelaksować przy gotowaniu i pieczeniu :) Później ustrajanie domu i ubieranie choinki. Wszystko ok, tylko żeby się z nikim nie pokłócić :P Na końcu pasterka. Mimo że długo i w nocy to minie szybko no i ma to swój klimat.

W tym roku jednak święta będą dla mnie trochę inne, bo odwiedzi mnie mój chłopak no i to będą pierwsze nasze święta. Cieszę się też, że pokażę mu jak to u nas w Polsce święta wyglądają  tym bardziej, że moja rodzina spędza je tradycyjnie :) Więc myślę, że w tym roku wyjątkowo szybko ten czas mi zleci, bo jego wizyta jak dla mnie zawsze jest za krótka ;)

Zaczynam słuchać świątecznych piosenek, które już nagromadziłam rok temu. Moja ulubioną jest zawsze Wham - Last Christmas. Ciekawa jestem czy w tym roku rodzina tez zechce abym grała kolędy na gitarze, albo coś "mocniejszego". Odkąd gram na elektryku zawsze jest: "zagraj na elektrycznej" ;]

A w Japonii? W związku z tym, że Boże Narodzenie na całym świecie zrobiło się ogólnie trochę komercyjne, a Japonia nie jest krajem chrześcijańskim to to święta jest dla nich jak walentynki - spędzają je ze sobą zakochani :)

A wy? Cieszycie się na święta? Jak je spędzacie?

Wesołych Świąt! :)

sobota, 10 listopada 2012

Tatuaże

Hej!
Dzisiaj będzie o tatuażach :)

Na początek ciekawostka o tatuażach w Japonii. Otóż w tym kraju nie wolno mieć tatuaży, albo raczej jak już masz ten tatuaż to najlepiej go zakryć i nie pokazywać w miejscu publicznym. Nie może on być widoczny kiedy jesteś w pracy, a aby wejść do gorących źródeł z tatuażem to już nie ma mowy. Dlaczego? Ponieważ tatuaże ma tylko japońska mafia yakuza. Jeśli masz tatuaż i jesteś w Japonii będziesz postrzegany jako członek mafii :)

Od zawsze chciałam mieć tatuaż. Decyzje swoja zmieniałam oczywiście 1000 razy i było 1000 pomysłów  ale zawsze wracałam do jednej idei - kanji na łopatce :) myślę  ze taki tatuaż nie znudzi mi się. Kanji zawsze dobrze wygląda na plecach. Uważam, że plecy mam dosyć ładne i taki tatuaż może podkreśli je troszkę :)



Wybrałam takie znaczenie - joonetsu, czyli pasja (muszę jeszcze poszukać tej tradycyjnej czcionki, ta po prawej, ale jeszcze muszę się zastanowić) [wyświetlcie obrazek w nowym oknie, nie potrafię naprawić ciemnego tła] 
Ważne jest dla mnie, aby tatuaż miał jakieś znaczenie dla kogoś kto go nosi. Pasja w moim przypadku łączy różne tematy z mojego życia. Motywuje mnie do pracy i daje nadzieję, że jak żyje się z pasją to życie nabiera większego znaczenia, jest takie "głębokie", nie jest "puste" ma ciągle ma się coś co się robi, co się kocha.
Teraz moim największym problem jest to, na której łopatce go zrobić - lewej czy prawej :) Masz czas do świat, aby się zastanowić, a może wy mi też coś doradzicie?

Czy podoba wam się mój pomysł na tatuaż? A może wy macie jakieś tatuaże? Pochwalcie się :)






sobota, 27 października 2012

Dorayaki z fasolową pastą anko.

Zacznę kulinarnie, ponieważ dzisiaj w końcu zrobiłam prawdziwe dorayaki. Zawsze modyfikowałam przepis, ale tym razem wyszło mi idealnie.
Tutaj możecie znaleźć przepis:
DORAYAKI
Wszystko robi się bardzo prosto! Co do pasty fasolowej to wzięłam fasolkę z puszki i zaczęłam od etapu odparowywania wody ja robić, bo po prostu nie trzeba jej tak gotować  bo w puszce już jest miękka. Najpierw ja opłukałam.I proponuje dać mniej cukru, bo jest baaardzo słodkie. Dałam 1,5 szklanki a i tak wydaje się za słodkie.

Japońska kuchnia jest bardzo zdrowa. W dorayakach również jest dużo zdrowia! Jest to słodki deser, a jednak! Fasolka ma więcej białka niż samo mięso, ma witaminy z grupy B, potas, wapń, fosfor, żelazo  kwas foliowy, błonnik... można by tak wymieniać i wymieniać. Ma niski indeks glimetyczny, więc jak ktoś jest na diecie to jest idealna!
Sama nie wiedziałam o tych walorach odżywczych fasoli. Chyba zacznę ja częściej jeść :)


Życzę smacznego dorayaka!
A jaki jest wasz ulubiony deser? Niekoniecznie z kuchni Azjatyckiej :)